Podsumowanie mojego autografowego 2019 roku

#AutografowaZajawka
#AutografowaZajawka

Czy są tutaj jeszcze jakieś osoby, które czekają na moje coroczne podsumowania? Jeśli tak, to jest mi bardzo miło. W większości jest to swego rodzaju mój pamiętnik, abym za kilkanaście lub dziesiąt lat mógł wrócić do tych wspomnień, ale fajnie, że moimi przygodami i doświadczeniami mogę podzielić się też razem z Wami. Rok dobiegł końca. Czy był on dla mnie udany? Moim zdaniem tak, ale sami ocenicie, kiedy przeczytacie moją opowieść. Tymczasem witam Was wszystkich po rocznej przerwie, już w nowej dekadzie. Mam nadzieję, że u Was, jak i u mnie wszystko dobrze. Kolekcje się rozrastają? Spełniacie swoje marzenia? Jeśli tak, to super. Łapcie chwile, bo niestety z roku na rok mamy ich co raz mniej, a uwierzcie, że warto. Ja swoje najlepsze momenty minionych dwunastu miesięcy złapałem w tym miejscu. Jeśli macie godzinę wolnego czasu, to zapraszam wszystkich do lektury. Dowiecie się w niej, co wydarzyło się w moim autografowym 2019 roku.

Cele na 2019 rok: Najważniejszy cel, nie stracić zajawki i czasu na autografy. Wiadomo, z biegiem lat będzie go, co raz mniej, jednak wierzę, że pasja będzie mi towarzyszyła, mimo wszystko przez resztę życia. Jeśli chodzi o kolekcję i kolekcjonerskie plany. Chciałbym w tym roku zaliczyć jeden, zagraniczny wyjazd, być może nawet uda się cel zrealizować już niedługo, zobaczymy. Zbierania przeciwników reprezentacji Polski w eliminacjach do Euro2020 nie przewiduję, nie są to potęgi, więc, patrząc też na moją pracę, nie będę zawracał sobie nimi głowy. Mimo to byłoby fajnie, gdybym wybrał się na przynajmniej jeden mecz pierwszej reprezentacji i z trybun Stadionu Narodowego obejrzał spotkanie. Wydaje mi się, że najważniejszym dla mnie momentem będzie przełom maja i czerwca, kiedy odbędą się u nas Mistrzostwa Świata do lat 20. W Polsce pojawi się 23 zagranicznych ekip, gdzieś będą musieli nocować, także na pewno pojawi się okazja do zebrania wtedy podpisów. Fajnie, że aż 10 spotkań odbędzie się w Łodzi, na stadionie Widzewa, 60km od Sieradza, więc nawet jeśli nie udałoby mi się załatwić wolnego, to nie będzie raczej problemu pojechać tam po pracy lub na weekend. Fajnie byłoby obejrzeć z trybun mecz finałowy, z niecierpliwością czekam na bilety. Dojść do liczby 230 autografów ludzi związanych z Manchesterem United i przekroczyć 7000 unikalnych osób w moich zbiorach też byłoby świetnie. Być może uda mi się wreszcie ruszyć temat wizytówek, które od dłuższego czasu chciałbym mieć przy sobie. Na pewno pomogłoby mi to w szybkim kontakcie z innymi osobami ze świata piłki i nie tylko, które poznaję zresztą na każdym kroku. Marzy mi się także w moim pokoju wielka szafa, w której mógłbym pomieścić całą lub większość mojej kolekcji. Jest to jednak trochę kosztowny interes i nie wiem, czy w tym roku uda mi się odstawić trochę grosza. Nie mniej jednak warto mieć cele, które chce się spełniać. Ja postaram zrealizować większość moich planów. Czy się uda? Przekonamy się za rok 🙂


Czy straciłem zajawkę i czas na autografy? Oczywiście, że nie. Pasja nadal znaczy w moim życiu wiele. Oczywiście nie poświęcam jej tak wiele, jak kiedyś, jednak wciąż wysyłam listy, dokonuję wymian, na bieżąco aktualizuję album ze skanami autografów, czy od czasu do czasu wybieram się w miejsca, gdzie mogę podpisy zdobyć osobiście. Chciałem w 2019 roku odbyć jeden, zagraniczny wyjazd. Plan udało się zrealizować już na początku lutego. Razem z kolegą Adrianem z Łomży, którego doskonale znacie ze zbierania autografów, wybraliśmy się na 2-tygodniowy wyjazd do.. Stambułu, który wydawał się być „rajem” dla takich osób jak my. Pięć drużyn z tureckiej Ekstraklasy w jednym mieście, wiele świetnych zawodników, dwie przyjezdne ekipy na mecze Ligi Europy oraz możliwość zdobycia autografów, które są wcale lub bardzo rzadko spotykane. Czy miasto nad Bosforem rzeczywiście okazało się dobrym wyborem? Przekonacie się niżej, ponieważ temu wyjazdowi chciałem poświęcić w moim podsumowaniu najwięcej uwagi i dokładnie go opisać. Nie przewidywałem zbierania podpisów przeciwników naszej reprezentacji, jednak chciałem pojechać na chociaż jeden mecz, aby móc obejrzeć go prosto z trybun Stadionu Narodowego. Korzystając z dogodnego terminu, który pokrył się z weekendem, postanowiłem na trzy dni pojechać do Warszawy i połączyć obie przyjemności. Na cel obrałem sobie reprezentację Austrii, która według moich prognoz miała największą szansą na awans do Mistrzostw Europy 2020, a jak wiecie kolekcjonuję autografy z turniejów, więc pomyślałem, że będzie to dla mnie najrozsądniejszy wybór. Oprócz tego zebrałem większość podpisów naszych kadrowiczów, których miałem na wyciągnięcie ręki, ponieważ jednym z moim miejsc noclegowych był właśnie ich hotel. Wcześniej jednak w naszym kraju odbyły się Mistrzostwa Świata do lat 20. Przed ich rozpoczęciem pojechałem najpierw nad morze, do Gniewina, gdzie udało się zebrać w jednym miejscu autografy reprezentacji Nowej Zelandii, Meksyku, Korei Południowej i Mali, a następnie do Bełchatowa, w którym spotkałem reprezentantów Urugwaju i Senegalu. 10 spotkań turnieju rozegranych zostało w Łodzi, do której mam zaledwie 60km. Pojechałem na 6 z nich, zaliczając w tym mecz otwarcia oraz wielki finał, który był kolejnym z moich celów, jak już wiecie zrealizowanych. W międzyczasie korzystając z każdej chwili wolnego, zebrałem autografy od reprezentantów Norwegii, Kolumbii, Tahiti, Polski, Nigerii oraz Ukrainy. W ciągu trzech tygodni zaliczyłem zbieranie 12 ekip, co okazało się naprawdę niezłym maratonem. Myślę jednak, że było warto. Wielu z tych chłopaków zagra w przyszłości (nawet co poniektórzy już zadebiutowali) w pierwszej reprezentacji swoich państw, a co za tym idzie mają szansę zagrać na mistrzowskim turnieju.

Zakładany wcześniej cel 230 osób związanych z Manchesterem United w kolekcji został osiągnięty. Na koniec roku okazało się, że mam ich już 235. Fajnie, że lista ta z roku na rok się powiększa, jednak co raz trudniej wyłapywać do niej nowe sygnaturki. Co raz częściej więc zaczynam obsyłać młodszych zawodników, którzy dopiero wkraczają do seniorskiej piłki. Inwestycja w przyszłość? Raczej forma trzymania zajawki, jednak może któryś z nich w przyszłości stanie się chociażby drugim Marcusem Rashfordem, byłoby fajnie. Planowaną liczbę osób w kolekcji dawno temu przeskoczyłem i na dzień dzisiejszy, według moich spisów posiadam autografy od około 8175 osób. Co do pielęgnacji moich okazów i lekkiego remontu pokoju, pewnie odłożę sprawę na jeszcze jakiś czas do przodu. Z kolei tematu wizytówek nie zaczynałem, ale to dlatego, że w tym roku nie planowałem zbyt wielu wyjazdów i drukowanie ich nie było przez to priorytetowe. To chyba wszystkie podsumowane plany z 2019 roku. Mogę jedynie dodać, że oprócz wcześniej wymienionych podróży udało mi się zebrać kilka młodzieżowych reprezentacji: Japonię i Holandię do lat 20, kolejno w Łodzi i w Kaliszu, Serbię U21 w Łodzi oraz przy okazji meczu Polska vs Austria w Warszawie Anglię U17. To jednak nie wszystko. W moim rodzinnym mieście, w Sieradzu odbyły się w październiku trzy mecze w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy U19 kobiet, gdzie oprócz naszej reprezentacji przyjechały tu piłkarki z Chorwacji i Szkocji. Ich podpisy zebrałem wówczas do specjalnie przygotowanych przeze mnie tabelek.

27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Na początku każdego roku staram się pomagać Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Również i tym razem postanowiłem przekazać na coroczną licytację przedmiot, dzięki któremu kwota z licytacji pomoże najbardziej potrzebującym. W tym roku, podczas 27. Finału, którego celem Fundacji WOŚP był zakup nowoczesnego sprzętu medycznego dla specjalistycznych szpitali dziecięcych, zdecydowałem się ponownie na przekazanie koszulki z autografami reprezentacji Polski, gdyż poprzedni t-shirt cieszył się niezłą popularnością. Przed rokiem kilku kluczowych podpisów zabrakło, w tym roku był jednak już cały komplet. Zdobyłem je osobiście podczas zgrupowania reprezentacji Polski w październiku 2018 roku w Katowicach. Koszulka finalnie została wylicytowana na antenie Naszego Radia 104,7 fm za 550zł. Szczęśliwcem okazał się Pan Tomek, któremu z tego miejsca pozdrawiam. Od 2017 roku dzięki moim licytacjom na konto WOŚP wpłynęło 2200zł. Cieszę się, że mogę w taki sposób pomagać.

Misja „Stambuł 2019”

Pierwszy z moich autografowych wyjazdów doszedł do skutku w lutym. Wspólnie z Adrianem z Łomży postanowiliśmy wybrać się do Turcji, a konkretnie do Stambułu. Pomysł zrodził się w głowie Adka kilka tygodni wcześniej, kiedy to trafił na całkiem fajne połączenie lotnicze. Korzystając z wolnego w pracy, oczywiście propozycję przyjąłem i wspólnie odbyliśmy trip, jaki w polskim, kolekcjonerskim światku jeszcze nie było 😀

Ateny
Ateny

Do Konstantynopolu wyruszaliśmy z Warszawy, jednak nie bezpośrednio. Kilkugodzinny, nocny postój mieliśmy zaplanowany w Atenach. Informacja ta bardzo mnie ucieszyła, ponieważ mogłem ponownie odwiedzić Mateusza, również kolekcjonera ze stolicy Grecji u którego byłem w 2017 roku. Do lotu przesiadkowego mieliśmy ok. 8 godzin. Początkowo Adek chciał ten czas spędzić na lotnisku i po prostu się zdrzemnąć, jednak po przedstawieniu mu mojej propozycji, ostatecznie dał się namówić. Pomimo dość drogiego biletu do centrum, pojechaliśmy na nocne Ateny, gdzie w samym centrum czekał już Mateo. Z racji tego, że lotnisko było oddalone o prawie godzinę drogi, mieliśmy dla siebie zaledwie nie co ponad cztery godziny. Czy da się zwiedzić w tak ekstremalnym czasie Ateny? Owszem, a Adrian się o tym doskonale przekonał 🙂

Akropol ateński🇬🇷
Akropol ateński🇬🇷

Po szybkim zakupie pamiątki, wysłaniu kartki do Polski i zaopatrzeniu się w pobliskim kiosku w %, wyruszyliśmy w drogę na wzgórze Likavitos, z którego przepięknie widać panoramę jednego z najbardziej historycznych miast w Europie. Tam też skosztowaliśmy wcześniej zakupionych, lokalnych trunków i w fajnych humorach mogliśmy kontynuować nocne zwiedzanie. Kolejnym celem był Plac Monastiraki, gdzie mogliśmy napełnić nasze żołądki greckim fast foodem, czyli Souvlakami (mniam), które śniły mi się regularnie od ostatniej wizyty w Atenach. Czas dobiegał końca, jednak szybszym korkiem weszliśmy jeszcze tuż pod Akropol. Musieliśmy wracać na autobus, gdyż na lotnisku czekała nas jeszcze odprawa paszportowa.

Aegean Airlines
Aegean Airlines

Do Stambułu startowaliśmy po 6 rano. Lot trwał blisko godzinę, jednak w tym czasie (w cenie biletu lotniczego) linia Aegean zaserwowała nam picie oraz ciepły posiłek, za co wielki szacun. Wjazd do kraju nie był jednak taki szybki i łatwy, musieliśmy czekać w długiej kolejce po wizę. To jednak nie wszystko. Nie mieliśmy wcześniej zarezerwowanego noclegu, liczyliśmy, że zabukujemy go last minute, tuż po przylocie, gdy połączymy się z lotniskowym Wi-Fi. Lotnisko Ataturk przywitało nas jednak.. brakiem internetu dostępnego dla pasażerów. Zapowiadało się świetnie. Nocleg ostatecznie po kilku godzinach załatwiła nam siostra Adriana, z którą jakimś cudem połączyliśmy się przez WhatsAppa. Generalnie problem polegał również na tym, że w Turcji nie działa rezerwowanie noclegów przez Booking.com. W wielu sprawach byliśmy na te 14-dni konkretnie odcięci od świata i Polski. Finalnie jednak się udało i po załadowaniu karty miejskiej, wyruszyliśmy w drogę do hostelu, aby zostawić nasze bagaże.

Raj dla głodomów :)
Raj dla głodomorów 🙂

Podróż i nieprzespana noc wymęczyła nas do tego stopnia, że po wypakowaniu się, jedyną rzeczą o której myśleliśmy był sen. Do Turcji nie przylecieliśmy jednak, aby zamulać, więc po szybkim prysznicu, udaliśmy się na szamkę i zwiedzanie najbliższej okolicy. Jedzenie nad Bosforem, to w ogóle temat na osobny wątek. Dosłownie wszędzie zjecie bardzo dobrze, sycie i za godną cenę. Typowy zestaw, jak u nas w kraju (zupa + II danie) i do tego coś do picia, wychodziło najczęściej nie więcej niż 25zł. Chociażby dla samego żarełka warto byłoby tam kiedyś wrócić. Aj.. ślinka cieknie na samą myśl 🙂

Tym razem nie na stopa.. :)
Tym razem nie na stopa.. 🙂

Zbieranie autografów nie było jednak takie łatwe do zrealizowania. Stambuł to jedno z największych miast świata, jest tam prawie 17 milionów mieszkańców, a dla porównania w Warszawie mieszka ich „jedynie” około dwóch. Z jednego końca miasta na drugi podróżuje się komunikacją miejską nawet.. pół dnia. Wyobraźcie sobie więc o jakich kolosalnych odległościach mówimy. Ponadto ośrodki treningowe klubów oddalone są daleko od centrum. Na poranne treningi musieliśmy więc wstawać nawet przed.. piątą rano.

Pod ośrodkiem Besiktasu
Pod ośrodkiem Besiktasu

Pierwszym zaplanowanym przez nas zbieraniem w Turcji było polowanie na autografy Besiktasu. Dojechanie na ich obiekt Nevzat Demir Tesisleri zajęło nam kilka przesiadek metrem oraz autobusem i dodatkowo trzy kilometry, które musieliśmy pokonać z buta. Na miejscu przywitał nas jednak.. deszcz. Tak, ten przeklęty deszcz o którym jeszcze na pewno wspomnę. Niestety tym razem nie symbolizował błogosławieństwa oraz boskiej opieki, tylko jedną wielką kichę. Na przyszłość dla Was, od razu po wylądowaniu w Turcji, kupcie sobie za 20 złociszy parasolkę, gdyż będzie to wasz nieodzowny element podróży.

Domagoj Vida
Domagoj Vida

Kadry klubów z Turcji, to bardzo często duża mieszanka. Oprócz Turasów i Europejczyków są tam też wszelkiej maści „egoztyki”, czy zawodnicy z Brazylii. Większość jednak stanowią zawodnicy przyjezdni. Początkowo myśleliśmy, że będą oni jeździć na treningi normalnie, jak praktykuje się to chociażby w Hiszpanii, we Włoszech, czy w Anglii. Okazało się jednak, że zawodnicy mają swoich drajwerów i poruszają się tzw. VIP-Vanami, które wcale lub naprawdę bardzo rzadko się zatrzymywały. Stopowanie pojazdów było jednak kluczowe, abyśmy zbierali autografy. Nawet kiedy byliśmy sami, wiele osób dodawało gazu i przejeżdżało obok nas. Tak było chociażby z Burakiem Yilmazem, czy Gutim. Adrian zapisywał nawet końcówki rejestracji lub marki i modele samochodów, abyśmy wiedzieli, kto porusza się w danym pojeździe. Trzeba było opanować to do perfekcji, ponieważ kiedy dostrzegliśmy samochód na horyzoncie, do otwarcia bramy i wyjazdu samochodu mieliśmy zaledwie kilkanaście sekund. Przed treningiem zatrzymał nam się Necip Uysal, Mustafa Pektemek oraz Atiba Hutchinson, a po udało się wyłapać m.in. Oguzhana Ozyakupa, Gary’ego Medela, Ricardo Quaresmę, który podpisując nasze zdjęcia w jednej ręce trzymał markera, a w drugiej rozmawiał przez telefon, czy sympatycznego Domagoja Vidę, który z kolei zapytał nas, co robimy w Turcji. Niestety autograf Quaresmy nie był w najlepszym stanie, wówczas bowiem lało niemiłosiernie i mocno zapadło jego zdjęcia. Wynik zebranych sygnaturek nie powalał, a na miejscu spędziliśmy prawie calutki dzień, z jedną małą przerwą na jedzenie. Do najbliższego centrum handlowego, gdzie mogliśmy się ogrzać i nabrać energii mieliśmy jednak 30 minut drogi na nogach w jedną stronę. Generalnie do hostelu wracaliśmy przemoknięci do suchej nitki. Cały dzień wymęczył nas tak, że na myśl przychodziła tylko jedna rzecz. Pakujemy manatki i wracamy do Polski. Jak wiecie jednak, zacisnęliśmy zęby i zostaliśmy. Niepodpisane zdjęcia nie mogły się przecież zmarnować 🙂

Ośrodek treningowy Galatasaray
Ośrodek treningowy Galatasaray

Na kolejny cel obraliśmy Galatasaray. Poranek nie był taki ciężki, ponieważ codziennie budził nas dźwięk porannej modlitwy z głośników meczetów, więc byliśmy już przyzwyczajeni. Pogoda tego dnia znacznie się poprawiła, więc znów zmotywowani mogliśmy udać się pod Florya Metin Oktay Facilities, czyli ich ośrodek treningowy. Na miejscu, ku naszemu zdziwieniu przywitała nas całkiem sympatyczna ochrona obiektu, która chyba polubiła dwóch wariatów z Polski i znacząco przyczyniła się do powodzenia naszej misji. Plan zbliżony, jak do poprzedniego. Pod bramą zatrzymujemy samochody z zawodnikami wjeżdżające do ośrodka przed treningiem, w czasie treningu lecimy na obiad, wracamy, a po łapiemy zawodników wyjeżdżających. Przed sesją treningową zdobyliśmy jedynie Semiha Kayę oraz młodziutkiego Mustafę Kapiego, jednak po było już o wiele lepiej.

Younès Belhanda
Younès Belhanda

Sympatyczna Pani, która otwierała szlaban, na podglądzie kamer, wyjeżdżających zawodników widziała kilka sekund wcześniej niż my, w tym czasie od razu dawała nam „cynk”. Pozwoliło to nam na szybkim przełożeniu strony w teczce i pokazanie zawodnikowi, że mamy jego zdjęcia i czekamy na ich podpisanie. Tak więc kolejni wyjeżdżający smarowali nam fotografie aż miło. Byli to chociażby Ahmet Yilmaz Calik, Ryan Donk, Yuto Nagatomo, Henry Onyekuru, Christian Luyindama, czy bramkarz o sympatycznym nazwisku Ismail Cipe. Bardzo mocno śpieszył się z kolei Fernando Muslera, jednak nauka języka hiszpańskiego przez Adriana nie poszła w las, ten zagaił go kilkoma słowami i finalnie Urugwajczyk podpisał nam po jednym zdjęciu. Younes Belhanda jechał z kolei w samochodzie z dziećmi i kiedy Ci zobaczyli, że mamy zdjęcia ich taty, mocno się ucieszyli.

Zdobycze z Galaty
Zdobycze z Galaty

Nam zależało jednak najbardziej na sztabie trenerskim, w którym był mistrz świata z 1994 roku Claudio Taffarel, legendarny, turecki trener Fatih Terim oraz Hasan Sas i Umit Davala, czyli byli reprezentanci Turcji, którzy w 2002 roku zajęli na mundialu trzecie miejsce. Tak, jak z Taffarelem i Sasem nie było problemu z rozpoznaniem, tak w przypadku Davali pojawił się problem. Pomogła nam jednak wcześniej wspomniana pani. Otóż okazało się, że Umit na co dzień jeździ.. skuterkiem, w co nie chcieliśmy początkowo uwierzyć. Musielibyście zobaczyć nasze miny, jak owa kobieta zaczęła do nas machać i krzyczeć „Umit, Umit”, a po chwili zza zakrętu wyjechał jednoślad z osobą ubraną w kurtkę motocyklisty i z kaskiem na głowie. Oczywiście zatrzymał się i podpisał wszystkie nasze fotografie. Niestety nie zrobiliśmy z nim pamiątkowego zdjęcia, a szkoda, bo byłoby ono epickie. Fatih Terim z kolei najprawdopodobniej rzadko kiedy opuszcza ośrodek ze względu na to, że na co dzień.. w nim mieszka. Trzech na czterech było jednak dla nas i tak super wynikiem. Żeby nie było kolorowo, nie zatrzymał się nam Sofiane Feghouli, Mbaye Diagne i Kostas Mitroglou. Postawa tego ostatniego szczególnie nie spodobała się pracownikom klubu, którzy po jego odjeździe rozkładali w naszym kierunku ręce z niedowierzaniem. Nie spotkaliśmy też Selcuka Inana, który ze względu na rehabilitację nie trenował z resztą drużyny i wyjechał z ośrodka wtedy, kiedy poszliśmy coś zjeść. Po wszystkim podziękowaliśmy sympatycznym pracownikom klubu oraz kilku przybyłym lokalsom. W najlepszych nastrojach mogliśmy wracać do miejsca, gdzie nocowaliśmy i wieczorem wyskoczyliśmy na nocne zwiedzanie miasta.

Grand Bazar
Grand Bazar

Odwiedziliśmy przede wszystkim Grand Bazar w Stambule. Weszliśmy z Adkiem i luźno rozmawialiśmy. No i od razu na wejściu. Rusja? Nie, Polska. Ahh.. Polska! Lewandowski! Koszulka my friend! For you today best price! Just for you best price today! Taniej niż w Biedronce! Cena? Można potargować nawet od 10 do 30zł, a jakość naprawdę nieodstająca od oryginału, no i idealna na późniejszy autograf, biznes. Welcome To Turkey🇹🇷

Trabzonspor
Trabzonspor

Ze względu na weekendową kolejkę ligową, postanowiliśmy zabrać ze sobą po jednym zdjęciu zawodników Trabonzporu, którzy przylecieli do Stambułu na mecz z Besiktasem. Do końca nie wiedzieliśmy, czy ich namierzymy, jednak oficjalna strona podała godzinę ich przylotu. W bojowych nastrojach pojechaliśmy na lotnisko Ataturk, które jest jedno z największych na świecie. Początkowo nie wiedzieliśmy na który terminal iść, jednak naszym oczom ukazała się tabliczka z napisem „domestic arrivals”, tam więc się udaliśmy. Gdy byliśmy już co raz bliżej celu, nagle usłyszeliśmy uderzenia w bęben oraz okrzyki. Spojrzałem szybko na Adka, a Adek na mnie. Co jest do cholery!? A może nie będziemy sami i kilku kibiców przyszło również „przywitać” swoich ulubieńców? No i się sprawdziło, sami nie byliśmy. Okazało się, że było ich.. cały terminal. Race, śpiewy, tańce i czekający już oficjalny autokar klubu. Takiego widoku nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Wiedzieliśmy, że piłkarze w Turcji są traktowani, jak gwiazdy, ale nie, że kibice są aż tak powaleni na punkcie futbolu. To już nie sport, to dla nich wręcz religia.

Finalne zdobycze
Finalne zdobycze

Nam udało się czekać w środku terminalu, jednak również w nim były ustawione barierki. Nie dając po sobie poznać, że czekamy na autografy zawodników, ustawiliśmy się w pierwszym rzędzie i oczekiwaliśmy na ich wyjście z gate’u. Cała akcja trwała trzy minuty. Nam zależało przede wszystkim na dwóch reprezentantach Iranu, którzy grali na Mistrzostwach Świata w Rosji. Jeden z nich Majid Hosseini zatrzymał się na sekundę i podpisał fotki, jednak drugi Vahid Amiri spojrzał się na nas, ale spuścił głowę w dół i poszedł dalej. Byliśmy wkurzeni, ponieważ jego autograf byłby dla nas jednym z tych najbardziej rarytasowych. Fotkę podpisał za to jeszcze Hugo Rodallega, Yusuf Yazici, Anthony Nwakaeme, Jose Sosa i trener Unal Karaman. Generalnie być może udałoby się jeszcze zebrać jakiś autograf w tłumie kibiców na zewnątrz, jednak w Turcji jest duże parcie na bezpieczeństwo i przed wejściem do hotelu czy na lotnisko musisz przejść kontrolę bezpieczeństwa. Siłą rzeczy, jeśli podczas łapania autografów wyjdziesz na zewnątrz budynku to musisz.. jeszcze raz stawać do kontroli bezpieczeństwa, a jak wiecie w tym hobby liczy się każda sekunda.

Adana Demirspor
Adana Demirspor

Tego samego dnia, lecz kilka godzin później do Stambułu na to samo lotnisko. na mecz z Istanbulsporem przylatywała Adana Demirspor, klub w którym występuje Jakub Kosecki. Adrian nie był jednak nimi zainteresowany. Zdecydował się wtedy pojechać sam pod stadion Istanbul Basaksehir i po meczu spróbować zebrać autografy. Mi bardziej jednak zależało na Adanie i Andersonie, czyli byłym zawodniku Manchesteru United oraz brązowym medaliście Igrzysk Olimpijskich 2008, którego nie miałem wcześniej w kolekcji, a który był zawodnikiem tego klubu. Postanowiłem więc przeczekać ten czas na lotnisku i zaopatrzony w kilka sztuk zdjęć oczekiwałem na przylot zawodników. Samolot przyleciał, pasażerowie zaczęli pojawiać się w terminalu, zobaczyłem kilka osób w klubowych dresach, w tym m.in. Hamidou Traore, Jonathana Legeara, Oleksandra Gladky’ego i reprezentanta Beninu Mickaela Pote. Po Koseckim i Andersonie niestety nie było śladu. Okazało się, że w pierwszej lidze tureckiej jest obostrzenie, gdzie w kadrze meczowej może być maksymalnie 6 zagraniczniaków. Ci nie przylecieli, bo trener Adany postawił.. na innych misiów. Byłem zawiedziony.

Milan Borjan
Milan Borjan

W międzyczasie jednak, wiedząc, że mam dużo czasu, postanowiłem udać się na terminal odlotów międzynarodowych. To był strzał w dziesiątkę. Lotnisko Ataturk, tym bardziej w okresie zimowym, to bardzo fajne miejsce na spotykanie różnych drużyn, które obficie mają w tym miejscu międzylądowania z okazji zgrupowań. Tam spotkałem na początek wracających z zimowego obozu treningowego piłkarzy Crveny Zvezda Belgrad. Marko Marin i Milan Rodić niestety przeszli już odprawę, jednak dostrzegłem Milana Borjana, czyli bramkarza reprezentacji Kanady oraz byłego zawodnika Korony Kielce, z którym bez problemu porozmawiałem w języku polskim i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie. Oprócz tego wyłapałem wzorkiem tureckiego drugoligowca Kahramanmarasspor, czy reprezentację Tunezji w taekwondo.

FC Istiklol Dushanbe
FC Istiklol Dushanbe

Zaciekawiła mnie jednak jeszcze jedna ekipa, która na odprawę czekała tuż obok mojego stanowiska. Na dresach logo „FC Istiklol Dushanbe 2007”. Mówię sobie, okej, pewnie jakaś #IVLigaMistrzów turecka albo węgierska. Ciekawość jednak była silniejsza i postanowiłem wpisać nazwę klubu w przeglądarce. Niestety w Turcji nie działa Wikipedia, ale serwis Transfermarkt.com pomógł idealnie. Okazało się, że jest to ekipa mistrza.. Tadżykistanu. Nie znając jeszcze ich składu, postanowiłem zaryzykować i podbić do jednego z piłkarzy. Okazało się, że mówił po angielsku, więc nie mogło być lepiej. Przedstawiłem się i zapytałem, czy w jego ekipie są krajowi reprezentanci, bo jeśli tak, to z miłą chęcią zebrałbym od nich autografy do mojej kolekcji „egzotycznych” podpisów. W odpowiedzi usłyszałem, że bardzo dobrze się składa, bo właśnie rozmawiam z.. kapitanem reprezentacji narodowej😁🇹🇯

Fatkhullo Fatkhuloev - kapitan reprezentacji Tadżykistanu
Fatkhullo Fatkhuloev – kapitan reprezentacji Tadżykistanu

Początkowo nie uwierzyłem, bo był to pierwszy z brzegu zaczepiony przeze mnie grajek, ale zebrałem od niego podpis. Jak się później okazało, nie kłamał. Bardzo sympatyczny 66-krotny wówczas reprezentant Tadżykistanu Fatkhullo Fatkhuloev, bo takie nosi imię, zawołał do mnie jeszcze kilku innych kolegów, którzy też mieli występować w kadrze. W tym gronie był chociażby Suleyman Muhadow, reprezentant Turkmenistanu, który uczestniczył z tą reprezentacją na tegorocznym Pucharze Azji oraz Alisher Dzhalilov, były zawodnik Rubina Kazań. Wszyscy członkowie drużyny byli bardzo zaintrygowani i zaciekawieni moją osobą i moim hobby, dlatego spędziliśmy we spólnym gronie blisko półtorej godziny, rozmawiając głównie o piłce i autografach. Okazało się, że drużyna Istiklol leci właśnie do Uzbekistanu na mecz rundy play-off Azjatyckiej Ligi Mistrzów, który ostatecznie, po zaciętym meczu przegrali 2:4. Na koniec wymieniliśmy się kontaktami i do dnia dzisiejszego często reagujemy na nasze relacje, głównie na Instagramie.

Vahid Amiri
Vahid Amiri

Z kolei jeśli jeszcze zostaniemy przy temacie Trabzonsporu, to następnego dnia, przed ich odjazdem na mecz, wybraliśmy się do ich hotelu tylko po to, aby zdobyć autograf brakującego Irańczyka. Autokar już podstawiony, tłum kibiców czeka na zawodników, skandują nazwiska i śpiewają przyśpiewki, mnóstwo policji i ochrony. Zdecydowaliśmy się jednak zrobić akcję partyzancką. Weszliśmy do hotelu, jako zwykli klienci-turyści, zajęliśmy miejsca blisko wind i rozłożyliśmy do czytania polską gazetę. Do środka wchodzili też inni kibice, jednak ochrona widząc ich w barwach od razu zawracała. Nie minęło kilkanaście minut, a zobaczyliśmy, że zawodnicy zjeżdżają do lobby. Prawie cała drużyna czekała w jednym miejscu. Dogodna szansa, aby zebrać inne autografy, powstrzymaliśmy się jednak, bo naszym celem był Vahid Amiri, którego w  tej grupie jeszcze nie było, a nie chcieliśmy się wsypać. Zjeżdża winda z ostatnimi zawodnikami, jest Amiri. Pewnym krokiem idziemy więc w jego kierunku i wyciągamy jego fotkę. Ten z uśmiechem podpisuje nam fotografie, najpierw Adkowi, później mi. Po chwili jednak podnosi głowę do góry, patrzy mi w oczy i lekko zawstydzony, cichutkim głosem pyta po angielsku:

– Czy to ty czekałeś wczoraj na mnie na lotnisku?

– Tak, to byłem ja.

– Przepraszam więc, że się nie zatrzymałem i nie podpisałem Ci zdjęcia,  jest mi głupio, przepraszam.

Po czym oddał mi mój marker, podał mi swoją dłoń i życzył powodzenia. Oczywiście powiedziałem, że nic się nie stało, a do Turcji przylecieliśmy specjalnie z Polski, aby zebrać również i jego autograf.  Widziałem na jego twarzy, że mocno się z tego tytułu ucieszył. Całkiem sympatyczna sytuacja.

Rui Costa
Rui Costa

Przyszedł tydzień europejskich pucharów. Do miasta nad cieśniną Bosfor w ciągu dwóch dni na mecze 1/16 Ligi Europy przyleciała Benfika oraz Zenit Sankt Petersburg. Ich podpisy również mieliśmy w planach zebrać, dlatego musieliśmy bardzo mocno się spiąć. Na przylot Benfiki pojechaliśmy nawet na lotnisko, jednak okazało się to niewypałem, gdyż najprawdopodobniej zawodnicy wylądowali na innym, mniejszym lotnisku. Cały czas spoglądaliśmy na Instagram, gdyż liczyliśmy, że któryś z zawodników wrzuci lokalizację w jakim hotelu się znajduje. Tak też się stało. Szybkie sprawdzenie dojazdu i ruszyliśmy. Hotel bardzo duży, jeden z lepszych w Stambule, jednak to nas nie odstraszyło. Na miejscu zamawiamy herbatę i oczekujemy. Co chwilę na papierosa wychodził legendarny Rui Costa, więc bez problemu podpisał zdjęcie z dedykacją i zapozował do wspólnej fotki.

Haris Seferović
Haris Seferović

Oprócz niego w lobby pojawił się Haris Seferović, który zszedł do znajomych przekazać im bilety na mecz. Tego wieczoru to było na tyle. Przyjechaliśmy jednak nazajutrz. Czekaliśmy w tym samym miejscu, zbliżała się godzina odjazdu, jednak nikogo nie spotkaliśmy. Wydawało się nam to bardzo dziwne. Spotkaliśmy jednak miejscowego kolekcjonera, który zbiera autografy na koszulkach. Oznajmił, że zawodnicy.. już dawno temu wyjechali na stadion. Dziwna sprawa. Okazało się, że Benfika jedną część hotelu miała wydzieloną tylko dla siebie i zawodnicy wyjeżdżali innym, tylnym wejściem, o którym wcześniej istnieniu nie wiedzieliśmy. Straszny niewypał. Nie zraziliśmy się jednak i czekaliśmy aż wrócą z meczu. Spotkanie wygrali 2:1, więc liczyliśmy, że kilka podpisów wpadnie. Podjeżdża pod hotel policja, zaraz za nimi autokar z piłkarzami. Wchodzą do hotelu, my wyłaniamy się z za filaru. Jako pierwszego dostrzegłem trenera Bruno Lage, którego zawołałem, ten podszedł i podpisał fotkę, Adek dorwał Eduardo Salvio, następnie na spółkę smarują nam młodzi gniewni Joao Felix, Gedson Fernandes oraz Mile Svilar. Wszystko szło gładko, ale do czasu. Nagle z autokaru wyskakują klubowi ochroniarze (jeden z nich był nawet w 2012 roku we Wrocławiu na Polish Masters) i zaczyna się akcja. Odganiają nas od piłkarzy, nakazując opuścić hotel. W międzyczasie „dyskusji” wołamy kolejnych zawodników, którzy początkowo reagują i zaczynają do nas podchodzić, Andre Almeida zdołał jeszcze złożyć swój autograf na dwóch moich zdjęciach, jednak przy kolejnych, owi bodyguardzi nakazują zawodnikom, aby kategorycznie się nie zatrzymywali i nie podpisywali nam zdjęć. Twierdzili, że jesteśmy handlarzami i później te autografy sprzedamy. Tak, bo przecież na autografie Samarisa, czy Grimaldo zarobimy majątek i wybudujemy za to dom! Tłumaczenia, że przylecieliśmy z Polski nic nie pomogły. Awantura rozwinęła się do tego stopnia, że wkroczył klubowy tłumacz, który wszedł z Adrianem w dyskusję. Gość był wkurzający do tego stopnia, że z ust mojego towarzysza poleciało w jego kierunku nawet kilka wierszyków. Dowiedzieliśmy się wówczas, że każda drużyna ma swoje zasady, a oni nie życzą sobie kolekcjonerów, koniec tematu.

Najgorsze zbieranie autografów ever..
Najgorsze zbieranie autografów ever..

Następnego dnia, znając godzinę wyjazdu drużyny na lotnisko, wybrałem się do hotelu, tym razem sam, jednak wczorajsza akcja się powtórzyła. Zostałem przez ochroniarzy od razu przyblokowany z dwóch stron, a Ci z kolei zakazali zawodnikom rozdawania autografów. Jedyne, co mi zostało w tamtej chwili, to rzucić w ich kierunku zdjęciami i markerem, co oczywiście zrobiłem, nie były bowiem mi później one potrzebne (ba, miałem wówczas więcej miejsca na bagaż!), pozdrawiając dodatkowo ich piękną łaciną podwórkową. I rzeczywiście coś z tymi Portugalczykami jest nie tak. Najpierw akcja ze Sportingiem w Warszawie, potem ciężary na reprezentacji, Ricardo Sa Pinto nie do wytrzymania, a teraz oni, dziwne.

Syam Ben Youssef
Syam Ben Youssef

Adrian za to w to miejsce pojechał pod ośrodek Kasimpasy i w sumie wybrał dobrze. Zawodników niestety nie spotkał, ponieważ Ci odbywali kilkudniowe zgrupowanie wewnątrz ośrodka i go nie opuszczali. Zostawił jednak nasze zdjęcia jednemu pracownikowi i umówił się z nim na inny dzień w celu odebrania podpisanych zdjęć. Wcześniej napomniał, że bardzo zależy mu przede wszystkim na autografie Syama Ben Youssefa, reprezentanta Tunezji. Kiedy Adek wrócił pod ośrodek po kilku dniach, czekały na niego podpisane zdjęcia. Fakt, że ktoś przyjechał po autografy spodobał się wymienionemu wcześniej Syamowi tak bardzo, że ten zabrał jedno zdjęcie dla siebie, jako pamiątkę, a w celu weryfikacji autentyczności, nagrał dla niego krótki filmik z pozdrowieniami.

Zenit wyszedł całkiem nieźle :)
Zenit wyszedł całkiem nieźle 🙂

Trochę łatwiej było z Zenitem. Ich zbieranie również musieliśmy podzielić na dwa dni. Pierwszego, gdy tylko dowiedzieliśmy się o hotelu, pojechaliśmy do niego w porze wieczornej. Kolejna akcja partyzancka, abyśmy nie zostali z niego wyrzuceni. Zawodnicy akurat wracali z oficjalnego treningu, do hotelu weszli jednak tylnym wejściem. Namierzyliśmy więc miejsce w którym zawodnicy będą mieli kolację. Poczekaliśmy przy windach, a z nich kolejno wychodzili następni piłkarze. Branislav Ivanović, Andrey Lunyov, Claudio Marchisio, Igor Smolnikov, Yaroslav Rakitsky, Yuri Zhirkov, czy Oleg Shatov. W sumie udało mi się zebrać autografy od 13 osób, czyli nie co ponad połowę drużyny. Zabrakło jednak Wilmara Barriosa, którego niestety nie spotkaliśmy, ale wiedzieliśmy, że przyleciał.

Claudio Marchisio - dozgonny szacunek
Claudio Marchisio – dozgonny szacunek

Generalnie drugi raz w życiu spotkałem Claudio Marchisio i po raz kolejny pokazał pełną klasę. Jeśli mam być szczery, to dla mnie jeden z najbardziej lubianych zawodników na świecie i to już blisko od 10 lat. Kiedy dostrzegłem Il Principino, zawołałem go do siebie, mocno się spieszył. Powiedział, że zaraz wróci. Dotrzymał słowa. Już po.. minucie przyszedł prosto do mnie, zapytał się co słychać i zapozował do wspólnego zdjęcia. Dozgonny szacunek. Ogólnie i tak wyrzucili (łagodnie mówiąc) nas z tego hotelu, bo zbieranie podpisów nie spodobało się jednej z kierowniczek. Gdyby nie to zapewne mielibyśmy całą kadrę.

Wybacz Adek, następnym razem ty coś odwalisz :D
Wybacz Adek, następnym razem ty coś odwalisz 😀

Po reprezentanta Kolumbii planowaliśmy pojechać następnego dnia, przed wyjazdem drużyny na mecz. Wcześniej byliśmy jednak pod stadionem Istanbul Basaksehir (finalnie nic nie zbierając, gdyż tego dnia zawodnicy nie mieli zaplanowanego treningu) i czas mocno gonił. Zdecydowaliśmy się jednak przedostać z jednej części Stambułu na drugą, aby zdążyć do hotelu Zenitu. Byłem jednak wtedy mocno zmęczony i w połowie drogi zdecydowałem się wrócić do hostelu. Adrian jednak dopiął swego i kontynuował trasę. Zostając w temacie czasu, odwaliłem wtedy chyba jedną, z najbardziej amatorskich wpadek w mojej przygodzie z autografami. Przy przygotowywaniu terminarza wyprawy nie wziąłem pod uwagę.. różnicy czasu. No i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Adrian już pod samym hotelem stwierdził, że jest za późno, piłkarze już na pewno są na stadionie, nie było więc sensu tam iść, poszedł za to na szamkę. Na powrocie przechodził jednak obok stadionu i coś mu nie grało. Bardzo dużo kibiców wciąż czekało jeszcze pod stadionem. Zagaił więc jednego z nich, a ten powiedział mu, że mecz rozpocznie się nie o 19, a o 21. No i wyobraźcie sobie jego wkurw na mnie, kiedy wrócił na nocleg. Gdyby nie to, spokojnie zdążyłby wtedy na odjazd i na pewno zebrałby brakującego Wilmara Barriosa i może jeszcze kilku innych zawodników.

Chujowo, ale bojowo :)
Chujowo, ale bojowo 🙂

Po wcześniej wspomnianą drużynę Basaksehiru pojechaliśmy dzień później. Oczywiście podczas zbierania nie mogło zabraknąć.. intensywnego deszczu. Nie współpracował on ze zbieraniem autografów na tyle, że Adrian, zapominając wcześniej o swoim parasolu, pożyczył jeden z klubowego sklepiku. To on uratował nam tyłek. Zbieranie wyglądało porównywalnie do tych pozostałych. Przed treningiem złapaliśmy jednak tylko Edina Viscę, Alexandru Epureanu i Stefano Napoleoniego, którego dobrze pamiętają przede wszystkim kibice Widzewa Łódź. Ten ostatni, kiedy dowiedział się, że przylecieliśmy z Polski od razu bardzo szczerze się uśmiechnął. Z kolei Edin był zaciekawiony naszą obecnością i z miłą chęcią podpisał wszystkie zdjęcia. Na kolejnych piłkarzy musieliśmy poczekać jednak kilka godzin, gdyż Ci bardzo długo przebywali w budynku klubowym. Generalnie IBB w kadrze miało naprawdę wiele świetnych i znanych zawodników, więc mieliśmy na to zbieranie wiele priorytetów. Niestety Arda Turan okazał się wielkim gburem i nie zatrzymał się, ciężko mieliśmy też z Robinho, który ostatecznie postawił nam kilka klesów, jednak dopiero po tym, jak Adrian wykrzyczał do niego kilka zdań po hiszpańsku. Liczyłem jednak w jego przypadku na ładny podpis z buźką, tak, jak za czasów jego gry w Manchesterze City. Dobre i to.

Emre Belözoğlu - legenda tureckiego futbolu
Emre Belözoğlu – legenda tureckiego futbolu

Z ważniejszych zebranych przez nas podpisów był również Emre Belozglu, który ku naszemu zdziwieniu, sam zatrzymał się przy nas, rozdał autografy i zapozował do zdjęć z nami i z kilkoma zebranymi lokalnymi kibicami. Mimo poważnej kontuzji i poruszaniu się o kulach, autografy złożył nam też Gael Clichy. Ogólnie kilka fajnych nazwisk, ale nie zebraliśmy wtedy za wiele. Z całej kadry liczącej ponad 30 zawodników zebraliśmy tylko 12, wielu nam jednak jeszcze brakowało.

Skanery w Stambule są wszędzie
Skanery w Stambule są wszędzie

Byliśmy w stałym kontakcie z poznanym na Benfice tureckim kolekcjonerem. Ten napisał nam kilka wskazówek i polecił, abyśmy udali się na lotnisko, kiedy to drużyna Istanbułu Basaksehir będzie wylatywała na wyjazdowy mecz. Tak też zrobiliśmy. W terminalu nie brakowało pracowników klubowych oraz zawodników drużyny juniorskiej, którzy w ramach cięcia kosztów latają regularnie z pierwszą drużyną i na miejscu rywalizują z tymi samymi drużynami. Byliśmy więc pewni, że lada chwila pojawi się również pierwsza drużyna. W międzyczasie wypatrzyłem nawet przesiadających się zawodników Sheriffa Tiraspol. Niestety bez Jarka Jacha, który tego dnia miał urodziny, dostał więc wolne i wcześniej wrócił do Polski. Mijały jednak kolejne godziny, a zawodników wciąż nie było. Na tablicy wyskoczyła nawet informacja, że samolot już odleciał, jednak nie dowierzaliśmy. Z naszych informacji wynikało, że za każdym razem piłkarze przechodzą normalnie terminalem. No nic, akurat tym razem musieli zmienić obyczaje. Zapewne odprawili się przez jakiś VIP-owski terminal lub wjechali na płytę. Czwartego podejścia ze względu na brak czasu już nie robiliśmy.

Ricardo Quaresma
Ricardo Quaresma

Ten sam sposób wypalił nam jednak z Besiktasem. Musieliśmy tylko zarwać noc, wstać z samiutkiego rańca i pokonać komunikacją miejską z centrum miasta.. 50km. Tak, pięćdziesiąt i to wciąż był Stambuł. Lotnisko z którego wylatywali znajdowało się na samych obrzeżach miasta, już po azjatyckiej stronie. Na miejsce dotarliśmy po ponad trzech godzinach tułania się w komunikacji miejskiej. Przynajmniej było wesoło. W jednym momencie jadąc autobusem, nagle na środku ulicy kierowca zatrzymał pojazd, zgasił silnik i.. poszedł sobie do pobliskiej piekarni po bułeczki, po czym wrócił po kilku minutach i kontynuował trasę. Takie rzeczy tylko w Turcji. Ogólnie to bardzo dobrze, że zdecydowaliśmy się tam pojechać. Po około godzinie oczekiwania, naszym oczom ukazał się klubowy autokar Besiktasu. Zawodnicy wyszli jedną chmarą, jednak mieli przed sobą bramki na których musieli przejść przez skaner. Mieliśmy w tym czasie swoje „pięć minut”. Jako pierwszy zaczepiony został przeze mnie trener Senol Gunes, były selekcjoner reprezentacji Turcji, z którą zdobył brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii. Lekko zaskoczony podpisał dwa zdjęcia, jednak był cały czas popędzany przez ochroniarzy. Z tego podpisu byłem chyba najbardziej zadowolony tego dnia, gdyż jest on naprawdę rzadko spotykany. Oprócz tego zebrałem m.in. Buraka Yilmaza, Shinji Kagawę, Jermaina Lensa i Lorisa Kariusa. Co najlepsze, żaden z zatrzymanych zawodników nie odmówił. Uciekł mi z jedynie reprezentant Kanady Cyle Larin, którego nie rozpoznałem, jednak Adrian zebrał go raz więcej, więc poratował mnie jego sygnaturką. Nie było też czasu na robienie zdjęć z zawodnikami, a liczyłem, że zrobię fotkę z byłym zawodnikiem Manchesteru United. To się jednak nie udało, ale korzystając z okazji strzeliłem sobie „selfie” z Canerem Erkinem i Ricardo Quaresmą.

Ośrodek treningowy Fenerbahce
Ośrodek treningowy Fenerbahce

Na sam koniec misji „Stambuł 2019” przyszło nam zmierzyć się jeszcze z Fenerbahce. Dojechaliśmy więc do ośrodka Can Bartu Training Facilities. Spóźniliśmy się jednak, gdyż wszyscy zawodnicy już przyjechali na trening. Widząc jednak dwóch kolekcjonerów z Polski, na „pomoc” przyszedł ochroniarz, który otwierał bramę wjazdową. Po chwili rozmowy, wydawał się nam godną zaufania osobą. Zaproponował nam, abyśmy zostawili mu nasze teczki ze zdjęciami i wrócili za dwie godziny, a on weźmie je do budynku klubowego i zawodnicy je podpiszą. Pomysł ten od razu nam się spodobał, gdyż wiązało się to z tym, że nie musieliśmy czekać tyle czasu pod ośrodkiem. W tym czasie poszliśmy do pobliskiej cukierni, gdzie skosztowaliśmy kilka lokalnych przysmaków. Swoją drogą, jak ktoś z Was kiedyś tam będzie, to dajcie znać, polecę Wam ten lokal i poproszę, abyście pozdrowili pracujące tam przesympatyczne pracownice, na pewno nas pamiętają. Wróciliśmy o umówionej godzinie, było już po treningu, dostajemy nasze teczki. Otwieramy, wszystko ładnie posmarowane, ochroniarz opowiada, tu jest Topal, tu jest Valbuena, tu jest Skrtel, tu jest Moses.. Tyy.. przecież on tak się nie podpisuje. Daliśmy się zrobić w chuja. Wszystkie autografy dostaliśmy bardzo dobrze podrobione. Naszego wkurzenia nawet nie chcę sobie przypominać. Najgorsze było to, że chwilę później zaczęli wyjeżdżać ostatni zawodnicy. Nie mając ze sobą żadnych przyrządów do ściągnięcia markera, a w grę nie wchodziło też wywołanie raz jeszcze zdjęć, musieliśmy więc rozpocząć akcję „ślina”. Tak, co to myślicie. Musieliśmy zmazać fejkowe podpisy, a tylko „to” mieliśmy pod ręką. W sumie to nie będę się w tym temacie rozpisywać, to było obrzydliwe. Nie mieliśmy jednak wyboru. Na takich też zdjęciach zebraliśmy wtedy Senera Ozbayrakliego, Romana Neustadtera i Haruna Tekina. Pozostali piłkarze opuścili już ośrodek.

Tureccy kibice mają bzika na punkcie futbolu⚽
Tureccy kibice mają bzika na punkcie futbolu⚽

Wróciliśmy do niego podczas kolejnej sesji treningowej. Wzięliśmy poprawkę, przyjechaliśmy więc znacznie wcześniej. Pod bramą wjazdową czekało już kilkunastu młodszych kibiców, którzy co chwilę zagajali nas do rozmowy, korzystając głównie z Google Tłumacz. Mogłoby się wydawać, że owi kibice będą nam przeszkadzać, jednak znając samochody zawodników pomagali nam w identyfikacji grajków. Misja finalnie w znacznej części się powiodła. Złapaliśmy m.in. Volkana Demirela, Roberto Soldado, Martina Skrtela, Mathieu Valbuenę, Mehmeta Topala, czy Elifa Elmasa, przy okazji robiąc sobie kilka pamiątkowych zdjęć. Nie zatrzymał się nam z kolei Victor Moses, Andre Ayew oraz Islam Slimani.

Mehmet Ekici
Mehmet Ekici

Ostatnim z zebranych podpisów był Mehmet Ekici. Wymagało to jednak lekkiego poświęcenia. Były reprezentant Turcji nie zatrzymał się przy nas i wyjechał z ośrodka. Po chwili jednak zakręcił na pobliską stację, aby zatankować swój pojazd. W tym czasie podjąłem decyzję, że pobiegnę te 100 metrów i zbiorę go do swojej kolekcji. Udało się, Ekici podpisał fotki z uśmiechem na twarzy. Adek miał straszną polewkę z tej akcji, jednak czasami zbieranie autografów wymaga poświęceń 🙂

Cieśnina Bosfor, a po drugiej stronie.. Azja :)
Cieśnina Bosfor, a po drugiej stronie.. Azja 🙂

Oczywiście nie myślcie sobie, że tylko zbieraliśmy autografy i nie robiliśmy nic więcej. Ruszaliśmy też zwiedzać wszelkie urokliwe miejsca miasta nad Bosforem, próbowaliśmy lokalnego jadła, a nawet zaglądaliśmy do meczetów. Zazwyczaj wstawaliśmy bardzo wcześnie rano, a do hostelu wracaliśmy bardzo późno w nocy. Ogólnie w połowie naszego pobytu zmieniliśmy miejsce, gdzie spaliśmy, aby złapać odskocznię i nie przebywać tylko w jednym miejscu. Tam też, w porównaniu do wcześniejszych klimatów, warunki mieliśmy godne. Naszym gospodarzem był.. kilkunastoletni chłopak, który.. 24 godziny na dobę grał online w.. GTA. Odgłosy jakie wydawał, gdy rozgrywka nie poszła po jego myśli, były epickie, szkoda, że ich wam nie nagrałem XD

Wracamy do domu ✈️🏠
Wracamy do domu ✈️🏠

Stambuł opuszczaliśmy w dobrych nastrojach, jednak o mały włos z kraju byśmy nie wylecieli. Tylko kilku minut brakło, abyśmy.. nie zdążyli na samolot. Wszystko przez ogromne kolejki na odprawie, na której trzepali nasze torby. Ponadto był problem z komunikacją. Dużo osób, nawet na lotniskach nie zna języka angielskiego. Wyjeżdżając do Turcji polecam więc nauczyć się lub zapisać na kartce przydatne, tureckie słówka. Nawet w McDonaldzie, czy KFC prosząc o „cafe with milk” lub „tea” obsługa nie wie o co chodzi. Przed dotarciem do Warszawy, po raz kolejny czekała nas przesiadka w stolicy Grecji, więc korzystając ponownie z pomocy Mateo z Aten, mogliśmy zatrzymać się u niego, aby wypić piwerko i chwilę się zdrzemnąć, ładując siły na powrotny samolot do Polski. Tym sposobem zakończyliśmy nasz 16-dniowy trip. Szkoda tylko, że przez problemy z kartą kibica, która jest obowiązkowa w Turcji, nie udało się obejrzeć żadnego meczu z trybun stadionu, ale było blisko. Mojemu towarzyszowi dziękuję za to, że wytrzymał ze mną podczas tego wyjazdu, a Mateuszowi dziękuję za godne ugoszczenie 🙂

Widok podczas meczu Kasimpasy.. z chodnika przy ulicy.
Widok podczas meczu Kasimpasy.. z chodnika przy ulicy.

Turcja dała mi w kość na tyle, że po powrocie do domu rozmyślałem, aby rzucić to hobby w cholerę. Po co mi tyle nerwów, narzucania się, tłumaczenia zawodnikom, pracownikom i ochronie, że to do kolekcji, nie na sprzedaż, że tyle kilometrów pokonałem tylko po to, aby mieć maźnięte zdjęcie markerem, po co to całe czekanie godzinami w hotelach, czy na lotniskach, często odmawiając sobie chociażby jedzenia, bo akurat w tym momencie może pojawić się ta wyczekiwana chwila? Bla, bla, bla. No i miałem wtedy chwile zwątpienia. Czy wytrzymałem? Oczywiście, że nie, bo czytacie ten wpis. Chyba jestem chory na te podpisy. W każdym razie, to coś więcej niż zwykłe hobby, bardzo szybko więc przeszło. Już kilka tygodni później wybrałem się na kolejne zbieranie. Do Łodzi na mecz towarzyski przyleciała Japonia do lat 20.

To było wyzwanie.
To było wyzwanie.

Generalnie zbieranie, jak każde inne, więc zbytnio nie ma co się rozpisywać. Mile zaskoczony byłem jednak z faktu, że podpisy zbierałem w środku hotelu, a oprócz mnie, na zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni czekało jeszcze dwóch innych kolekcjonerów. Na to zbieranie miałem zaplanowany jedynie cały dzień meczowy. Zawodnicy nie mieli jednak żadnego spaceru i rozruchu, więc cały czas do odjazdu na mecz spędzili w środku. Mogliśmy jednak spotkać ich, gdy szli na obiad oraz na dwie odprawy. Niestety zatrzymywanie ich nie było łatwą sprawą. Nie dość, że ciężko było ich rozpoznać, to wielu z piłkarzy miało nietęgą minę i nawet nie rozumiało, co mają zrobić z naszymi zdjęciami. Kilku z nich na nasz widok nawet uciekało lub zarzucało na głowę kaptur, jak chociażby Hiroki Abe, obecny zawodnik rezerw Barcelony, którego na szczęście rozpoznałem jako pierwszy i podpisał mi komplet zdjęć. Z kolei jednemu z dwóch pozostałych kolekcjonerów podpisał tylko jedną fotkę, a przy drugim rzucił markerem i nie podpisał nic. Najlepszym ancymonem był jednak Yukinari Sugawara, który po zapytaniu się, czy podpisze fotki, zaczął wymachiwać łapami. Ostatecznie jednak narysował na jednym zdjęciu coś a’la literki „C”, po czym kazał się odwalić. Mimo kilku trudności, finalnie zebrałem dość dużo. Do kompletu zabrakło mi tylko dwóch zawodników, ale jeden z nich został dowołany w ostatniej chwili i nie miałem jego fotki. W sumie to cieszę się, ze po nich pojechałem, ponieważ wiedząc, że będą za trzy miesiące w Polsce ponownie, wiedziałem, że nie będę musiał sobie wtedy marnować na nich czasu.

Czasami listami można sprawić komuś przyjemność.
Czasami listami można sprawić komuś przyjemność.

Nadeszły organizowane w naszym kraju Mistrzostwa Świata do lat 20, których również nie mogłem przecież odpuścić. Pierwsze drużyny do Polski zaczęły przylatywać już na początku maja, aby odbyć w naszym kraju przedturniejowe zgrupowania. Korzystając z okazji wysłałem kilka listów do hotelów, gdzie przebywali i dostałem odpowiedzi z autografami całej drużyny m.in. od RPA, Panamy, czy Ekwadoru. Szczególnie z mojego listu zadowoleni byli piłkarze z Republiki Południowej Afryki. Z ich bramkarzem nawiązałem kontakt internetowy. Ten wysłał mi nawet całą serię zdjęć, kiedy to jego koledzy z kadry, z uśmiechami na twarzach podpisują moje fotografie, fajna pamiątka. Chciałem później pojechać do nich osobiście, jednak odpadli dość szybko i nie było ku temu okazji.

Senegal vs Urugwaj
Senegal vs Urugwaj

Pierwsze autografy osobiście zdobyłem w połowie maja, kiedy to wybrałem się do Bełchatowa na towarzyski mecz Senegalu z Urugwajem. Początkowo spotkanie miało zostać rozegrane w oddalonym od mojego domu o 45km Pajęcznie, a wiązałoby się to z bardzo łatwym dostępem do obu drużyn. Nie doszło one jednak tam do skutku, gdyż obiekt na kilkadziesiąt godzin przed meczem nie spodobał się trenerowi Urugwaju (tak, gamonie wcześniej go nie wizytowali). Twierdził on, że jest tam niebezpiecznie, ponieważ.. zbyt blisko murawy jest betonowy krawężnik. Spotkanie zostało przeniesione last minute na obiekt GKS-u Bełchatów, a informacja ta nie było aż tak łatwa do uzyskania. W każdym razie z Sieradza miałem tam tylko godzinę jazdy samochodem, zaryzykowałem więc pojechanie w ciemno. Stadion posiadał dwie bramy, więc podszedłem do tej głównej. Ochroniarz od razu z wielkim bulwersem oznajmił, że mecz jest zamknięty dla kibiców, więc nie wejdę i odesłał z kwitkiem. No nic, musiałem wymyślić plan „B”. Poszedłem więc do drugiej bramy, tam sytuacja była odmienna. Strasznie miły Pan zawołał jednego z opiekunów, a ten po chwili rozmowy bez problemu wpuścił mnie na trybuny. No i tym sposobem byłem w gronie dziesięciu osób, którym było dane obejrzeć to spotkanie, a po meczu ustawiłem się obok autokarów. Skupiłem się głównie na autografach Urugwaju, gdzie zdobyłem całą kadrę, z Senegalu z kolei zebrałem tylko połowę, gdyż zawodnicy szybko odjechali. W kadrze zespołu z Ameryki Południowej było trzech piłkarzy, którzy na dzień dzisiejszy zadebiutowali już w pierwszej reprezentacji, co jest naprawdę świetnym rezultatem.

Lee Kang-in
Lee Kang-in

Dwa dni później, razem z kolekcjonerami, o których wspomniałem wcześniej podczas zbierania Japonii, pojechaliśmy nad morze do Gniewina, gdzie stacjonowała Nowa Zelandia, Korea Południowa i Mali, a na mecz towarzyski przyjechał też Meksyk. Cztery drużyny w jednym miejscu zmotywowały do wyjazdu, a wszystko chcieliśmy złapać w jeden dzień. Po pokonaniu ponad 400km w jedną stronę, zameldowaliśmy w hotelu Mistral Sport. O drużynie Mali dowiedzieliśmy się dopiero kilka godzin przed wyjazdem. Udało się jednak obrobić zdjęcia w nocy i już na miejscu wyskoczyliśmy do pobliskiego Wejherowa, aby dowołać ich fotografie. Całą Nową Zelandię zebraliśmy w chwilę. Wystarczyło zejście zawodników na śniadanie i już mieliśmy komplet. Mali z kolei dorwaliśmy przed i po objedzie. Meksyk grał w godzinach popołudniowych z Nowozelandczykami i zawodników z Ameryki Północnej zebraliśmy po spotkaniu, pod autokarem. Wszystko szło bardzo gładko. Problem mieliśmy jednak z Koreą Południowa. Reprezentacja ta, bardzo wcześnie rano pojechała na sparing do Inowrocławia. W sumie zaskakujące, że reprezentacja mając pod ręką boisko, pojechała ponad 270km na mecz z Ekwadorem. Gdyby nie to, moglibyśmy wracać do domu już po 18. Do hotelu wrócili jednak grubo po 23, ale przeczekaliśmy ten czas. Mieliśmy wtedy jednak tylko dwie okazje na zdobycie ich autografów. Pierwszą, kiedy zawodnicy wyszli z autokaru i szli na kolację, a drugą chwilę później, jak z niej wracali. Jak sobie dobrze przypominam, to zdobyłem wtedy sygnaturki od 12 osób. Moim głównym celem był przede wszystkim Lee Kang-in, którego finalnie zebrałem, robiąc dodatkowo pamiątkową fotografię.

Tym razem bojowo, ale ideolo💪
Tym razem bojowo, ale ideolo💪

Kolejne autografy zbierałem już w Łodzi. Turniej trwał trzy tygodnie, miałem więc mnóstwo okazji do zdobywania pozostałych uczestników. Korzystając przede wszystkim z wolnych weekendów, zjawiłem się w niej kilka razy. Pomógł też fakt, że wszystkie reprezentacje, które akurat przebywały w Łodzi, mieszkały w tym samym hotelu. Mogłem więc w najlepszej sytuacji spotkać nawet cztery ekipy jednocześnie. Oprócz zbierania autografów, byłem też na kilku spotkaniach, które rozgrywane były na stadionie Widzewa. Z jednym biletem pomógł Des Buckingham, poznany wcześniej w Gniewinie trener reprezentacji Nowej Zelandii. Załatwił specjalnie dla mnie dwa bilety na ich mecz z Kolumbią. Dzięki temu mogliśmy, razem z Adrianem, który akurat przyjechał na zbieranie prosto z Łomży, obejrzeć mecz z trybun w towarzystwie rodzin zawodników. Podczas kilku wyjazdów, zebrałem jeszcze autografy od paru reprezentantów Polski oraz całej kadry Tahiti, Kolumbii, Nigerii i Norwegii, a przy okazji finału pozostałych Koreańczyków oraz Ukrainę, ale o tym jeszcze wspomnę.

Gdzie jest Wally?
Gdzie jest Wally?
Park Ji-sung, czyli.. Czerwony Diabeł
Park Ji-sung, czyli.. Czerwony Diabeł

Na to wydarzenie zostawiłem osobny akapit, ponieważ na nim działo się o wiele więcej. Tak, jak w inne dni można było zbierać w hotelu, tak tym razem wejścia były mocno strzeżone przez specjalnie wynajętych na ten dzień ochroniarzy. Razem z innymi kolekcjonerami wyszukiwaliśmy więc w pobliskich hotelach byłych zawodników, których w licznej ilości spodziewaliśmy się w Łodzi. W jednym z nich spotkaliśmy Ahn Jung-hwana, który przyleciał z krajową telewizją. Były reprezentant Korei mocno się jednak śpieszył i udało mi się zrobić z nim tylko zdjęcie. W innym z kolei spotkaliśmy zaproszonych przez FIFA gości. Mowa tu o legendzie brazylijskiego futbolu Bebeto, Fernando Couto, Ablu Xavierze, Pascalu Zuberbuhlerze, Zvonimirze Bobanie, czy byłym zawodniku Manchesteru United Park Ji-sungu, z którego tuż po Hyung Myung-bo (również spotkanego tego dnia) byłem zadowolony najbardziej.

Igor Belanov - zdobywca Złotej Piłki
Igor Belanov – zdobywca Złotej Piłki

To jednak nie było wszystko. Przed turniejem udało mi się kupić bilet na mecz, więc obejrzałem go ze stadionu w towarzystwie Sebastiana z Wrocławia oraz dwóch kolekcjonerów, którzy przylecieli do Polski specjalnie z Ukrainy. Generalnie bilet miałem na sektor po drugiej stronie, ale tuż przed przerwą przemieściliśmy się i wylądowaliśmy.. na trybunie tuż obok VIP-ów. Tam też naszym oczom ukazał się zwycięzca Złotej Piłki z 1986 roku Igor Belanov, Oleh Protasov, selekcjoner naszej reprezentacji Jerzy Brzęczek, czy nawet były minister sportu Witold Bańka. Jak na jeden dzień wrażeń, to bilans zebranych „legend” był całkiem niezły.

Złota Ukraina🥇
Złota Ukraina🥇

Po meczu miałem jeszcze kilka godzin do pociągu powrotnego, więc już na lajcie podjechałem do hotelu. Nie było spiny, a ochroniarze nie wyganiali ze środka. Tam spotkałem uradowanych reprezentantów Ukrainy, którzy pokonali w wielkim meczu Koreę Południową 3:1 i zgarnęli tytuł młodzieżowych mistrzostw świata. Jeden z zawodników pozwolił nawet zapozować do zdjęcia z.. medalem, który założył mi na szyję. Wtedy też zebrałem całą kadrę naszych sąsiadów i kilku brakujących Azjatów, których nie zdobyłem wcześniej w Gniewinie. Większą część Ukrainców udało mi się zdobyć osobiście, jednak do kompletu brakowało mi jeszcze paru, a zbliżała się godzina odjazdu pociągu. Poprosiłem więc jednego z grajków o pomoc, aby zabrał ze sobą kilka zdjęć i zdobył brakujące podpisy w pokojach. Ten bez problemu to uczynił i po kilkunastu minutach zniósł mi podpisane fotografie. Wtedy mogłem już spokojnie wracać do domu.

Polska zna się na organizacji dobrych turniejów :)
Polska zna się na organizacji dobrych turniejów 🙂
David Alaba
David Alaba

Na kolejny wyjazd po autografy poczekałem do września. Wtedy też do Warszawy przyleciała reprezentacja Austrii. Pierwotnie nie miałem w planach łapać ich podpisów, jednak termin meczu wypadł na weekend, więc z tego powodu mogłem bez problemu pojechać do stolicy Polski. Zbieranie poszło naprawdę przyjemnie i w sumie obyło się bez żadnych kłopotów. Większość podpisów zdobyłem na lotnisku Chopina, a pozostałych brakujących na odjeździe na oficjalny trening. Udało się też zrobić zdjęcie z Davidem Alabą i z Marko Arnautoviciem, czyli dwoma najbardziej znanymi zawodnikami z ich kadry. Austria awansowała chwilę później na Euro2020, więc na pewno wiele z tych zawodników pojedzie na finałowy turniej. To był dla mnie dobry wybór.

Nie było łatwo..
Nie było łatwo..

Do Warszawy pojechałem jednak na trzy dni. Zdecydowałem się więc jeden z noclegów zarezerwować w hotelu naszej reprezentacji, gdyż miałem ze sobą sporo niepodpisanych zdjęć i kart oraz dwie koszulki Roberta Lewandowskiego. Zawodnika Bayernu Monachium udało się spotkać już po kilkunastu minutach, na piętrze, kiedy to wracał akurat z treningu na siłowni. Nasz kapitan rozdał kilka autografów, a co najważniejsze podpisał przywiezione przeze mnie ze Stambułu t-shirty. Jedna z nich powędruje na aukcję charytatywną, druga z kolei ozdobi mój pokój. Ogólnie miałem wtedy farta, ponieważ do końca mojego pobytu w hotelu DoubleTree więcej już Lewego nie spotkałem. W sumie oprócz Dawida Kownackiego, którego nie widziałem wcale, zebrałem podpisy od wszystkich pozostałych reprezentantów.

🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿
🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿

W dzień meczowy miałem zdobyte już wszystkie planowane przeze mnie autografy. Z racji tego, że odbywał się w tym czasie Puchar Syrenki, zdecydowałem się pojechać więc do hotelu reprezentacji Anglii do lat 17, która rywalizowała na tym turnieju i finalnie zwyciężyła w całych rozgrywkach. Pomyślałem, że fajnie byłoby mieć ich sygnaturki w kolekcji. Może kiedyś któryś z nich się wybije lub trafi chociażby w przyszłości do Manchesteru United, wtedy byłoby sympatycznie. Nie wywoływałem ich jednak więcej niż po jednym zdjęciu, ponieważ do końca nie wiedziałem, czy ich namierzę. To się jednak udało, a wszystkich młodzieżowych Anglików zebrałem zaledwie w dwie godzinki. Każdy z zawodników z przyjemnością podpisał moje zdjęcie, dopytując, gdzie je znalazłem i czy mogą zrobić sobie jego zdjęcie na pamiątkę. Cieszę się przede wszystkim z podpisu od Harvey’a Elliott’a z Liverpoolu. Ma zaledwie 16 lat, a już powoli przebija się do kadry Liverpoolu, z którym wygrał Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwa Świata. W sztabie Anglii namierzyłem dwie „egoztyczne” osoby. Ich trener Kevin Betsy grał kiedyś w reprezentacji Szeszeli, a jego asystent Will Antwi ma za sobą trzy mecze w reprezentacji Ghany. W tym samym hotelu przebywała też reprezentacja Polski oraz Norwegii. W tej drugiej trenerem jest Gunnar Halle, uczestnik dwóch mundialów z tym krajem, więc jego autograf też zebrałem.

El. MME U19 kobiet 📸
El. MME U19 kobiet 📸

Październik był dla mnie czasem ostatnich wyjazdów po autografy. Przed nimi jednak, na początku miesiąca przyjechały do mojego rodzinnego miasta młodzieżowe reprezentacje kobiet do lat 19. Na stadionie MOSiR w Sieradzu rozgrywały bowiem mecze eliminacyjne do Mistrzostw Europy 2020. Oczywiście nie mogło zabraknąć na miejscu i mnie. Na ten mini turniej otrzymałem również akredytację dla fotoreporterów, więc z bliska mogłem oglądać radzące sobie całkiem nieźle piłkarki i przy okazji zrobić galerie, które opublikowałem na swojej stronie na Facebooku (MZ – Fotografia Sportowa, jeśli ktoś miałby ochotę na nie zerknąć). Do Sieradza przyjechała na początek reprezentacja Polski, która zmierzyła się z Chorwacją, a kilka dni później dziewczyny z Bałkanów zagrały na tym samym obiekcie z reprezentacją Szkocji. Zdjęć dziewczyn nie wywołałem, chociaż wiedziałem, że parę z nich w przyszłości wybije się i będzie grało chociażby w pierwszych reprezentacjach (stało się to w sumie już miesiąc później, kiedy powołania dostały pierwsze zawodniczki, m.in. Adrianna Achcińska do naszej reprezentacji). Wydrukowałem za to tabelki z nazwiskami całych ekip, które piłkarki bez problemu podpisały.

Pauline Hamill
Pauline Hamill

Jedyną fotografią, jaką ze sobą zabrałem na mecz Szkocji było zdjęcie ich selekcjonerki. Zdecydowałem się na to, ponieważ Pauline Hamill przez kilkanaście lat występowała w seniorskiej reprezentacji, gdzie rozegrała ponad 140 meczów. Jak na kobiecą piłkę nożną, to naprawdę całkiem niezły wynik. Ogólnie to Pani Paulina okazała się bardzo sympatyczną osobą. Zagaiła na chwilkę rozmowy, po czym wiedząc, że czekam na autografy od jej zawodniczek, poszła do szatni i powiedziała dziewczynom, aby tuż po wyjściu zatrzymali się przy mnie i rozdały swój autograf.

Reprezentacja Holandii do lat 20
Reprezentacja Holandii do lat 20

W niedzielę 13 października pojechałem natomiast wspólnie z kolekcjonerem z Radomska do Kalisza, do którego przyjechała na mecz z okazji turnieju Elite League Holandia U20. Pomyślałem, że będzie to fajna okazja, tym bardziej, że miał zjawić się tam zawodnik Manchesteru United Tahith Chong, którego wcześniej w kolekcji nie posiadałem. Finalnie jednak, dzień przed wylotem, strona federacji ogłosiła, że doznał kontuzji i do Polski nie przyleci. Do Kalisza pojechaliśmy bez uzyskania wcześniejszych informacji na temat tego, gdzie reprezentacja się zamelduje, jednak na miejscu wytypowaliśmy kilka miejscówek i akurat trafiliśmy w pierwszą z nich. Dowiedzieliśmy się też, że zawodnicy mają zaplanowany trening w Nowych Skalmierzycach, czyli pobliskim miasteczku do którego było ok. 10 kilometrów. Z powodu opóźnienia samolotu i długiej trasy z lotniska we Wrocławiu, zawodnicy dotarli na miejsce dopiero późnym popołudniem. Musieli przez to trenować więc na orliku ze sztuczną nawierzchnią, gdyż główne boisko nie miało oświetlenia. Ogólnie wszystkie autografy bez problemu udało mi się zdobyć w hotelu, w którym przed wyjazdem na trening Holandia się zameldowała. Łukaszowi brakowało jednak jeszcze jednego podpisu, więc zdecydowaliśmy się pojechać obejrzeć ich trening, a po nim zrobić kilka fotek i zebrać braki. Z ciekawszych, zdobytych wówczas osobistości był ich selekcjoner Bert Konterman, który w 2000 roku, razem z reprezentacją Holandii doszedł do półfinału Mistrzostw Europy. Szkoda tylko, że nie mogłem przyjechać tam następnego dnia na mecz. Na stadionie zasiadło bowiem blisko.. 9 tysięcy kibiców. To musiało robić wrażenie.

Polska vs Serbia U21
Polska vs Serbia U21

Maraton młodzieżowego futbolu trwał w najlepsze. Już dwa dni później do Łodzi na mecz eliminacyjny do Euro przyleciała reprezentacja Serbii do lat 21. Patrząc na poprzednie lata i fakt, że z każdego rocznika Serbów w przyszłości wybijało się kilku zawodników, postanowiłem również spróbować zebrać ich podpisy. Wcześniej udało się uzyskać akredytację na mecz, na którym mogłem porobić wiele świetnych ujęć. Nie myślcie jednak sobie, że plakietka ta pomogła mi w zebraniu autografów. Na meczu skupiłem się bowiem, aby zrobić fajny materiał na finalną galerię, a na podpisy poczekałem pod stadionem, przy autokarze gości tuż po meczu. Serbia mecz przegrała, dlatego zawodnicy nie byli skłonni do rozdawania autografów. Czterech z nich było wkurzonych z rezultatu do tego stopnia, że odmówiło podpisu. Pozostali jednak podpisali, więc patrząc, że miałem tylko jedną, kilkunastominutową okazję, było to i tak całkiem fajnym wynikiem. Z ciekawszych zawodników, których udało się zebrać podpisy byli m.in. Dusan Vlahović z Fiorentiny, Luka Adzić z Anderlechtu, czy Dejan Joveljić z Eintrachtu Franfurt. Oprócz tego w sztabie szkoleniowym znaleźli się byli reprezentanci kraju: Sasa Ilić i Nenad Milijas, z którymi dodatkowo zrobiłem „selfie”. Wyjazd ten był dla mnie ostatnim w 2019 roku.

W grudniu w Warszawie odbyła się natomiast gala Polskiego Związku Piłki Nożnej, na której wybrano najlepszą „11” 100-lecia federacji. Na to wydarzenie niestety nie pojechałem, choć do ostatniej chwili się zastanawiałem. Fakt natomiast był taki, że wszystkie autografy ze zwycięskiego składu posiadałem już w kolekcji, co było dla mnie bardzo dobrym wynikiem. Ogólnie z naszych byłych kadrowiczów wciąż poszukuję podpisu od m.in. Roberta Gadochy, Andrzeja Jarosika, Jana Karasia, Marceliego Strzykalskiego i Ryszarda Grzegorczyka. Gdyby ktoś czasem przypadkiem miał kogoś z nich w przyszłości na wymianę, to bardzo proszę o kontakt.

Moja 11-stka 100-lecia PZPN
Moja 11-stka 100-lecia PZPN

W ciągu roku zrobiłem też wiele wymian z kolekcjonerami, głównie tymi z zagranicy. Dzięki temu zdobyłem wiele autografów, których w żaden inny sposób bym nie ogarnął. Ogólnie wydawać się może, że hobby to z roku na rok jest co raz bardziej popularne, jednak zauważany jest przeze mnie pewien problem. Co raz mniej jest osób, z którymi fajnie można się powymieniać, tak, jak to było za dawnych lat, kiedy większość z nas zbierało chociażby autografy samych uczestników międzynarodowych turniejów. Teraz? Z reguły w większości kolekcjonerzy, którzy mniej „siedzą” w tym hobby nie mają nic do zaoferowania lub w zamian za średnie autografy chcą samych najlepszych. Tym sposobem w moim domu posiadam ponad 3 tysiące przeróżnych dubletów podpisanych zdjęć z piłki nożnej, które co raz trudniej jest wymienić. Jakby ktoś jednak chciał coś kiedyś ode mnie kupić, to też jest taka możliwość. Zapraszam takie osoby do kontaktu.

📨
📨

Jak zobaczyliście za dużo wyjazdów w tym roku nie zaliczyłem, jednak szczególnie na uwagę, moim zdaniem zasługiwał wyjazd do Turcji, dlatego jego starałem się opisać, jak najdokładniej. Wymęczył on jednak niemiłosiernie. Jak ktoś kiedyś będzie jechał w tamte rejony pozwiedzać, to weekend w Stambule zdecydowanie Wam wystarczy. Oprócz zbierania osobiście, oczywiście, jak co roku wysłałem też mnóstwo listów do zawodników. Martwi jednak bardzo mały procent odpisów. Co raz częściej dostaję też z listów autografy, które napisane zostały.. markerem do tablic, a więc co za tym idzie podpisy są nietrwałe i nie nadają się do niczego. Czy u Was też jest zauważalne to samo zjawisko? Nie mam pomysłu, jak to obejść. Nie pomaga nawet pisanie w listach dużymi literami prośby o nie podpisywanie takimi flamastrami. No ale co zrobić, nie od dziś wiadomo, że osoby z tej grupy zawodowej w większości nie są mocno wyedukowane i może nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Oczywiście najlepszym sposobem byłoby wysyłanie swoich markerów, ale wtedy, to już na pewno mój budżet nie pozwalałby na wysyłanie tak wielu korespondencji 😀


Moje statystyki z 2019 roku📊
 
📤Listy wysłane: 204
📥Listy otrzymane: 61 (51 z 2019 roku)
🔙Procentowa ilość odpowiedzi: 25% odpisów z 2019 roku
💬spadek odpowiedzi o 6,8% względem 2018😲❌
⚠️(nie licząc listów wysłanych w grudniu procent odpowiedzi wynosi 35,6%)
🔄Autografy z wymian: 1259 osób
✍️Autografy zdobyte osobiście: 315 osób
〰️Liczba zdobytych autografów: 1974 osób
❤️Autografy Manchesteru United: 235 osób w kolekcji – 17 nowych
🔝Autografy osób z listy FIFA100: 94/125 (75,2%) – 3 nowych
 
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Europy 2000:
235/352 piłkarzy w kolekcji (9/17 trenerów)
66,7% / 52,9%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Świata 2002:
413/736 piłkarzy w kolekcji (20/33 trenerów)
56,1% / 60,6%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Europy 2004:
291/368 piłkarzy w kolekcji (13/17 trenerów)
79,0% / 76,4%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Świata 2006:
602/736 piłkarzy w kolekcji (21/32 trenerów)
81,8% / 65,6%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Świata 2010:
624/736 piłkarzy w kolekcji (26/32 trenerów)
84,8% / 81,2%
🏆Autografy uczestników Euro 2012:
365/368 piłkarzy w kolekcji (16/16 trenerów)
99,2% / 100%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Świata 2014:
629/736 piłkarzy w kolekcji (23/32 trenerów)
85,4% / 71,8%
🏆Autografy uczestników Euro 2016:
537/552 piłkarzy w kolekcji (25/25 trenerów)
97,3% / 100%
🏆Autografy uczestników Mistrzostw Świata 2018:
647/736 piłkarzy w kolekcji (28/32 trenerów)
87,9% / 87,5%
 
Rok skończyłem na liczbie 8175 osób w kolekcji✔️
Najlepsze autografy z 2019 roku
Najlepsze autografy z 2019 roku

Cele na 2020 rok: Chciałbym zaliczyć ponownie jakiś zagraniczny wyjazd. Myślę, że jest to najrozsądniejsza opcja, ponieważ w Polsce zbieranie autografów staje się, co raz trudniejsze, a myślę, że warto „eksplorować” nowe miejsca, jak chociażby nieodkryty wcześniej Stambuł. Mam w myślach jeden, może trochę egzotyczny kierunek, który przy okazji mógłbym połączyć ze zwiedzaniem. Zobaczymy jednak, czy uda się polecieć tam jeszcze w tym roku, w przyszłości na pewno. W maju, w Gdańsku odbędzie się finał Ligi Europy. Chciałbym na niego również się wybrać. Po cichu liczę, że dojdzie do niego mój Manchester United. Ogólnie byłoby super, gdyby udało mi się ogarnąć bilet na to spotkanie i z trybun móc oglądać całą finałową oprawę. Podobnie, jak w ubiegłym roku chciałbym pojechać też przynajmniej na jeden mecz reprezentacji. Może pod jego koniec Polska zagra w  Lidze Narodów z ciekawymi przeciwnikami z samej czołówki? Szczytem marzeń byłoby dostać akredytację, dzięki której mógłbym na meczu porobić zdjęcia. Niestety już parę razy się aplikowałem i nie jest to taka łatwa sprawa. Rok 2020 będzie rokiem Mistrzostw Europy, dlatego chciałbym zdobyć, jak najwięcej autografów uczestników tego turnieju tak, aby w późniejszych latach nie musieć zaprzątać sobie nimi głowy. Z rzeczy, które pomogłyby mi w szybszych wymianach z innymi kolekcjonerami, byłoby stworzyć spis szukanych podpisów z mistrzowskich turniejów z lat 70-90, gdyż na razie stworzone mam je od 2000 roku w górę. Takowe finalnie chciałbym mieć z wszystkich turniejów, jednak jest to dość czasochłonne. Powiedzmy więc, że moim celem minimum będzie stworzyć listy, chociażby tylko z lat 90-tych, gdyż podpisy tych zawodników są spokojnie do ogarnięcia listownie, czy poprzez wymiany z innymi kolekcjonerami. Jeśli chodzi o liczby, to chciałbym zbliżyć się do 10 tysięcy osób w mojej kolekcji i przekroczyć 250 sygnaturek od osób związanych z Manchesteru United.


Do usłyszenia za rok!🥂
Do usłyszenia za rok!🥂

Wydaje mi się, że 2019 rok był dla mnie dobrym rokiem. Wszystkie spotkane na mojej drodze osoby serdecznie pozdrawiam, a wam moi drodzy czytelnicy życzę wszystkiego dobrego! A co finalnie przyniesie nowo rozpoczęty rok? Zostanie to wielką zagadką przez następne 12-miesięcy.

Pozdrawiam,

Mateusz „Mateqi” Zgorzyk✌

Mateusz Zgorzyk - Football Autographs Collectionwww.facebook.com/AutografyMateqi

2 myśli na temat “Podsumowanie mojego autografowego 2019 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s